Dymarki na łamach prasy w 2001 roku

SŁOWO LUDU
20 sierpnia 2001 r., Nr 192 (15676)

Wielki, jedyny w Polsce plenerowy festyn archeologiczny. Kiermasze i występy.Święto pod znakiem dymarek
Już po raz XXXV odbyły się Dymarki Świętokrzyskie – wielka impreza plenerowa o dużych walorach poznawczych i dydaktycznych.

Jak co roku ściągnęły na nią rzesze uczestników. W tym roku podczas festynu archeologicznego na piecowisku organizatorzy zapewnili bardzo wiele atrakcji. Zaprezentowano wierną rekonstrukcję pełnego cyklu produkcyjnego. Dzięki pokazom wytopu żelaza i antycznych fachów uczestnicy czuli się jak na wycieczce w odległą przeszłość. Atmosferę tworzyły stroje ,ozdoby, narzędzia uprawiających dawne kunszty tkaczy ,złotników ,kowali czy dymarzy.

W tym roku po raz pierwszy przedstawiono uczestnikom imprezy wszystkie elementy cyklu produkcyjnego. Zaczęto od wydobycia i przygotowania rudy i węgla drzewnego, poddania ich właściwej redukcji w piecach kotlinkowych, a skończono na obróbce kowalskiej. Przedstawiono również po raz pierwszy pracę całego zespołu pieców, w ramach tzw. piecowiska uporządkowanego.

Obok pieców dymarskich zostały zbudowane mielerze- do zwęglania drewna i prażynki- do prażenia rudy. Zainteresowani mieli możliwość poszerzyć swoją wiedzę wytopie żelaza dzięki komentarzom prof. Kazimierza Bielenina i dr. Szymona Orzechowskiego.

Wyczerpujących informacji zaintrygowani starożytnym hutnictwem udzielali również studenci i naukowcy z Akademii Górniczo- Hutniczej.

Obok tradycyjnego wytopu żelaza prowadzono także eksperymentalny proces redukcji z pomiarem temperatury, wykonaniem analiz chemicznych i z badaniem stężeń gazów wydzielanych przez piec.

Niemałą atrakcją dla odwiedzających było wejście legacji rzymskiej na teren piecowiska. W rolę oddziału rzymskiego z I i II w n.e. wcielili się studenci i wykładowcy UMCS w Lublinie. Zaprezentowali dawne uzbrojenie , a także sposoby walki i obyczaje Rzemian.

W pobliżu piecowiska , na małej scenie prezentowały się zespoły grające muzykę folkową: Samheim, Scaur, Open Folk i Carrantuohill. Wiele osób z uwagą przysłuchiwało się muzyce korzeni: szkockiej , irlandzkiej czy celtyckiej.

Na dużej scenie w pierwszej kolejności swój dorobek artystyczny prezentowały zespoły folklorystyczne z naszego województwa, m.in.: Wąchocczanie, Marcinkowianki, Rudkowianie. Zaprezentowały się Dominika i Patrycja Kosiarskie, a także zespoły: Kulig Grupa, działająca przy Gminnym Ośrodku Kultury w Rudkach, Wojciechowski Pazur&Company z Katowic, a także Domersi.

Najwięcej jednak emocji wzbudziły występy gwiazd, którymi na tegorocznych „ dymarkach” były: Dżem, Brathanki i Mafia. Pojawienie się artystów na scenie wywołało jak zwykle falę okrzyków i radości. Ci, którzy stali z tyłu, a chcieli widzieć wykonawców, wdrapywali się nawet na dach strażackiego samochodu. Fani świetnie się bawili, śpiewając utwory ulubionych wykonawców, w górze często błyskały zapalniczki, a niejednemu zakręciła się łza w oku.

Między koncertami organizowano konkursy. Jeden z nich nosił nazwę „ Dymarkowe mistrzostwa skoków przez skakankę”. W nagrodę uczestnicy dostali czapeczki jednego z browarów, reszta zawodników – otwieracze.

Chodząc po terenie, na którym odbywała się impreza, niejeden z uczestników zastanawiał się czy nie jest na pikniku przedwyborczym. Nie uda ło się przejść, aby nie uzbierać całego pliku ulotek.- „Dymarki” to fajna sprawa , ale za dużo w tym roku polityki. Odrywają tacy człowieka od wypoczynku, a my i tak wiemy, na kogo głosować – mówił jeden z uczestników zabawy.

„Dymarkom” towarzyszyły także kiermasze handlowe i wystawy twórców ludowych. U sprzedających można było nabyć produkty wyplecione z wikliny, wypalone z gliny czy wyrzeźbione z drzewa – Jest duże zainteresowanie sztuką ludową, ale gorzej z kupującymi. Ludzie nie mają pieniędzy. Więc przychodzą, popatrzą i odchodzą – mówi Ryszard Gajewski, handlujący drewnianymi baba – jagami. Na stoiskach obok czarownic i drewnianych figurek można też było nabyć królujące na rynku pokemony i teletubisie.

Zapytani o atmosferę „dymarek” przechodnie ogólnie mówili że są zadowoleni, aczkolwiek, jak zauważy Artur Wachowski, mieszkanie Gminy Nowa Słupia : – są tacy, którzy nie potrafią się bawić i to psuje zabawę. Już od wczesnych godzin południowych wiele osób chodziło mocno chwiejnym krokiem, wpadając na innych przechodniów. Nie obyło się też bez interwencji czy policji. Niepoważne zachowanie uczestników chcących jechać na dyskotekę do Disco Parku doprowadziło tez do tego, że nie odjechał podstawiony autobus.

Jak powiedziała „Słowu” jedna z uczestniczek imprezy Barbara Roszkowiska : – Kramy widzi się na każdym festynie, tak samo występy różnych znanych zespołów. Ale to, co tutaj zostało zaprezentowane na piecowiskuj jest oryginalne. Wytopy żelaza, szycie skór, dawne tkactwo i złotnictwo – wszystkiego tego nie zobaczę nigdzie indziej.
AGNIESZKA KLUSEK


GAZETA WYBORCZA (KRAJ)
20 sierpnia 2001 NR 193.3797

„LEGIONIŚCI NA DYMARKACH”
Blisko 20 tyś osób przyjechało w sobotę i niedzielę na XXXV Dymarki Świętokrzyskie w Nowej Słupi. Największą atrakcją tegorocznej imprezy – wielkiego festynu pokazującego, że w Górach Świętokrzyskich przed wiekami wytapiano stal – był oddział legionistów rzymskich. Przypomnieli oni rok 180, kiedy to 100 jeźdźców cesarza Domicjana dotarł prawdopodobnie aż w Góry Świętokrzyskie. Spore zainteresowanie wzbudził pokaz wytapiania żelaza metodą sprzed osiemnastu wieków.Wystąpiły zespoły Dżem i Brathanki.
PIO
Więcej w „Gazecie w Kielcach”


Tygodnik Starachowicki 21sierpnia-27 sierpnia 2001
Nr.34(399)

„Udane Dymarki”
18 i 19 sierpnia po raz 36 odbyły się Dymarki Świętokrzyskie w Nowej Słupi.

Zarząd Gminy w Nowej Słupi zastanawiał się, czy w związku z klęskami żywiołowymi-powodzi i wichury- jakie nawiedziły teren gminy, powinny odbyć się Dymarki Świętokrzyskie. Po długich namysłach zdecydował jednak, że trzeba uszanować 35-letnią tradycję imprezy.

Zdecydował, aby cały dochód z tegorocznego wydania przeznaczony był na usuwanie skutków powodzi w gminnej infrastrukturze.W tej chwili nie wiemy jeszcze jaki osiągnęliśmy dochód. Trwa liczenie sprzedanych biletów. Obliczenia zajmą nam tydzień – poinformował Jacek Góra, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Rudkach i główny organizator imprezy dymarkowej.

Z kolei z ust wójta Zdzisława Dudzic usłyszeliśmy opinię, że impreza była wyjątkowo udana:-Frekfenja była bardzo wysoka. Jest to najlepsza frekwencja od ostatnich dziesięciu lat. Pogoda dopisała nadzwyczaj. Poza tym myślę, że organizacja była na piątkę, choć na pewno zdarzyły się potknięcia.

Atrakcyjne zespoły były nie tylko pierwszego dnia, ale też następnego. Zachęciło to niektórych turystów do zatrzymania na noc w Nowej Słupi.Sam również byłem z rodziną, z dziećmi na Dymarkach i prywatnie uważam imprezę za udaną- powiedział wójt.Zarówno pierwszego, jak i drugiego dnia na piecowisku można było obejrzeć proces wytopu rudy żelaza i wysłuchać komentarza dotyczącego starożytnego hutnictwa, kowalstwa i złotnictwa oraz garncarstwa pradziejowego. Na teren piecowiska weszła również barwnie wyglądająca legacja rzymska.

Rozbity został również piec dymarski. Wszyscy uczestnicy byli w oryginalnych strojach, odtworzone zostały warunki pracy i życia Prasłowian. Starożytnej scenerii towarzyszyła folkowa muzyka „Scaura” , „ Open Folk” i „ Carrantuohill” oraz zespołów folklorystycznych z regionu świętokrzyskiego.Natomiast na dużej scenie pod lasem występowali: „ Domersi”, „ Kulik Grupa”, „ Wojciechowski & Company” i Muzyczny Teatr nad Kamienną ze Starachowic.

Atrakcją był występ zespołu „ Dżem” i „ bratanków”. Nie brakowało również konkursów dla publiczności. Dymarki były okazją do rozstrzygnięcia konkursu „ Piękna i bezpieczna zagroda”, których wyniki ogłosił starosta kielecki Wiesław Gałka. Całej imprezie towarzyszyły wystawy twórców ludowych. Było na co popatrzeć i na co wydać pieniądze…
( A )