Dymarki na łamach prasy w 1997 roku

Słowo na Dymarki
NOWA SŁUPIA 6 – 7 września 1997 r.

„Słowo Ludu”
To jest nasza szansa

Rozmowa z wojewodą kieleckim ZYGMUNTEM SZOPĄ

  • Panie wojewodo czy był pan na Dymarkach Świętokrzyskich?

– Wstyd się przyznać, ale nie. Zawsze w tym czasie miałem albo żniwa, albo dożynki. W tym roku ponieważ objąłem patronat nad imprezą, będą już na niej na pewno.

 

  • Ale „dymarki” są panu znane?

– Co roku wspomagam je finansowo i oczywiście doceniam rangę tej imprezy dla popularyzowania wiedzy o przeszłości regionu i w ogóle dla popularyzowania, i promowanie Kielecczyzny. Sprawa jest mi bliska także dzięki znajomości z profesorem Bieleniem, odkrywcą dymarek. Profesor obchodził w ubiegłym roku 40-lecie pracy naukowej.

 

  • Nie da się ukryć, że nasze „dymarki’ wypadają trochę blado w porównaniu ze spotkaniami z archeologią organizowanymi w Biskupinie. Czy mamy szansę na takie rozkręcenie „dymarek” by mówiła o nich i przyjeżdżała na nie cała Polska?

 

  • To prawda, że o Biskupinie głośniej, ale też trzeba przyznać, że Biskupin jest bardziej znany Polakom niż „dymarki”. Ja sam o Biskupinie uczyłem się w szkole, a o „dymarkach”, kiedy przyjechałem do Kielc. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by reklamować je równie mocno jak Biskupin. Pieniądze na ten cel się znajdą, ważne tylko by były pomysły, by znaleźli się hobbyści, którzy będą mieli pomysł na całą imprezę. Z tego co słyszę impreza ponownie nabiera rozmachu. Bardzo mnie to cieszy. Cieszę się również, że jednym z jej organizatorów została gmina. Dobrze, gdy samorządy lokalne widzą szansę w organizowaniu tego typu przedsięwzięć, to przecież czysta korzyść dla gminy. Każdy wizytujący „dymarki” zostawił gminie kilka złotych,

 

  • Przy okazji „dymarek” okazuje się, że w gminie brakuje miejsc noclegowych, parkingów. Czy ktokolwiek z zagranicy pragnący inwestować na Kielecczyźnie, bierze pod uwagę możliwość budowy bazy noclegowej w tym regionie?

– Niestety, nie. Wydaje się, że w szybki zwrot kosztów w branży turystycznej nikt nie wierzy. Rozwiązania problemu upatruję wyłącznie w agroturystyce. Przykład śladowa, gdzie w wielu domach są pokoje dla letników i gdzie przez całe lato ruch ogromny, udowadnia, że jest to możliwe. Nowa Słupia na przecież jeszcze lepsze warunki od Śladowa, a Dymarki mogą być tą największą atrakcją w ofercie regionu.
Rozmawiała
LIDIA CICHOCKA


SPEŁNIENIE MARZEŃ
Rozmowa z prof. KAZIMIERZEM BIELENIEM z państwowego Muzeum Archeologicznego w Krakowie

  • Panie profesorze czy to prawda, że nasze „dymarki” to unikat w skali europejskiej, a i podobnej imprezy nie ma na całym świecie?

– Rzeczywiście, jest to największy okręg górniczo-hutniczy sprzed 2000 lat na terenach europejskich nie zajęty w przeszłości przez imperium rzymskie. Prawdą jest też, że podobnej imprezy nie ma. Niemcy próbowali robić coś na nasz wzór, ale zupełnie im to nie wypaliło.

 

  • Czy dzisiaj, kiedy już po raz XXXI organizowane są „dymarki” odczuwa pan dumę i satysfakcję twórcy, bo to przecież pan był odkrywcą i badaczem stanowisk hutniczych w Górach Świętokrzyskich?

– Ja mogę mówić o ogromnym szczęściu w życiu i spełnieniu marzeń. Rzadko, któremu badaczowi udaje się trafić na temat, który można kontynuować nawet przez kilka pokoleń. Kiedy w latach 50. zaczynałem badania na Kielecczyźnie, do głowy mi nie przyszło, że spędzę tu następne 40 sezonów. Myślałem, że mam do czynienia z pozostałościami pojedynczych piecowisk. Tymczasem lata badań udowodniły, że jest to potężny okręg górniczo- hutniczy, świetnie zorganizowany.

Wydobywano występującą w tym regionie rudę żelaza i wytapiano ją. Z całą pewnością ludność zamieszkująca te ziemie, a zajmująca się hodowlą i rolnictwem, nie posiadała wiedzy górniczo- hutniczej sama w sobie. Nie wiemy skąd przybyli neolityczni hutnicy. Wiedza o sposobach przetwarzania rudy żelaza mogła przywędrować tu z północy, jak również południa. Znalezienie na tym terenie rzymskich monet potwierdzałoby handlowe kontakty z południem i uprawdopodobniło teorię, że stąd przywędrowała wiedza i umiejętność konstruowania dymarek. Góry świętokrzyskie mogły, więc być obszarem powiązanym z tzw. prowincją rzymską, mogły stanowić pewnego rodzaju zaplecze europy, a więc odgrywać naprawdę ważną rolę.

 

  • Do badania stanowisk zaangażowano nawet studentów.

– Tak, przez długie lata organizowaliśmy wspólnie z kielecką Wyższą Szkoła Pedagogiczną obozy archeologiczne. Była to wspaniała sprawa. Studenci w każdej z gmin przeprowadzali szczegółowy wywiad pytając gospodarzy o ślady żużli i skorup – fragmenty naczyń znajdowane na polach. Dzięki tej pracy przyszli nauczyciele historii mogli później być dla swoich uczniów wspaniałymi przewodnikami po historii regionu. A przy okazji na mapie przybyło 5 tys. kropek. Każda oznaczała stanowisko hutnicze, czyli działający przed wiekami warsztat.

  • Czy równie dużo wiemy o ludziach, którzy przy tych warsztatach pracowali?

– Niestety, dopiero od kilku lat trwają prowadzone przez Szymona Orzechowskiego badania osad w Pokrzywnicy. Wyniki tych badań są bardzo ciekawe, że w jednym miejscu, jakby na skraju wsi, istniały warsztaty i piecowiska. Co ciekawe, piecowiska były uporządkowane i tak jakby w jednych robiono coś na własne, czy też lokalne potrzeby, a w tych o lepszym stopniu organizacji powstawały wyroby na eksport.

  • Domyślam się, że z czystej ciekawości, a także dla celów naukowych spróbowaliście zrekonstruować dymarkę. Jak wypadły pierwsze próby?

– Fatalnie. Wspólnie z metalurgiem, prof. Radwanem próbowaliśmy uruchomić taki piec, ale nic nam nie pasowało. Wszystko było wbrew współczesnej wiedzy metalurgicznej. Wreszcie jednak udało się, dymarka jest bardzo prostym piecem, daje jednak ciastowatą masę, którą można formować, kuć.

  • Dzisiaj proces wytapiania żelaza każdy może prześledzić na wystawie w muzeum, w Nowej Słupi, a raz do roku obejrzeć na żywo.

– To muzeum to kolejne spełnione marzenie. Kiedy odsłoniliśmy zespół piecowisk na skraju Nowej Słupi i przypadkowi ludzie zatrzymywali się w tym miejscu z ciekawością, pytając archeologów o szczegóły, zamarzyłem o wybudowaniu takiego centrum.

W ciągu kilku lat muzeum stanęło, a później odbyły się pierwsze próbne wytopy i wreszcie w 1962 roku zorganizowano po raz pierwszy „dymarki”, imprezę popularyzujacą historię. Dla Kielecczyzny ma ona ogromne znaczenie, bo jest jedyna w swoim rodzaju i tak naturalnie związana z tym miejscem.

  • Jeśli pańskie marzenia tak często się sprawdzają, to czy można wiedzieć, o czy pan teraz marzy?

– Chciałbym żeby, na Kielecczyznę przyjeżdżali na obozy badawcze studenci z zagranicy. Byłby to najlepszy sposób na spopularyzowanie regionu poza granicami, a ze względów finansowych także możliwość dokładnego przebadania stanowisk. Nas samych nie będzie na to stać, a pracy jest tu dla kilku pokoleń badaczy.

  • Dziękuję za rozmowę i oby także to marzenie stało się rzeczywistością.

LIDIA CICHOCKA


DYMARKI ŚWIĘTOKRZYSKIE
Od 1967 r. na terenie Nowej Słupi w drugą sobotę i niedzielę września odbywa się plenerowa impreza – Dymarki Świętokrzyskie.

Impulsem do jej organizacji stały się wyniki badań naukowych nad starożytnym hutnictwem świętokrzyskim.
Badania te, prowadzone od 1955 r. wykazały, że właśnie w rejonie Nowej Słupi istniało w starożytności centrum produkcji żelaza w skali niespotykanej dotąd w Europie.

Na terenie Gór świętokrzyskich istniało wówczas około 500 000ziemnych pieców dymarskich. Żelazo wytopione w dymarkach służyło nie tylko potrzebom miejscowych plemion, ale stanowiło także przedmiot wymiany handlowej z kupcami przybywającymi z imperium rzymskiego.
Starożytne hutnictwo opierało swą produkcję na rudach pochodzących z kopalni wgłębnej. Ślady takiej kopalni odkryto w

Rudkach z północnej strony Góry Hełmowej. Paliwem tego hutnictwa był węgiel drzewny produkowany w mielerzach zakładanych w pobliżu piecowisk.

Pomysłodawcy pierwszej imprezy – działacze skupieni wówczas w Zarządzie Okręgu PTTK w Kielcach – mieli na celu przede wszystkim przybliżenie społeczeństwu efektów badań nad procesem wytopu żelaza.
Pionierskie „dymarki” z 1967 r. okazały się przedsięwzięciem niezwykle trafnym, a ich model – z niewielkimi zmianami – funkcjonuje do dziś.

Organizację „dymarek” od 1970 r. przejęło Towarzystwo Przyjaciół Górnictwa, Hutnictwa i Przemysłu staropolskiego w Kielcach, którego jednym z celów statutowych jest właśnie prowadzenie imprez związanych z tradycjami polskiej techniki górniczej i hutniczej.

Głównym elementem Dymarek Świętokrzyskich jest eksperymentalny wytop żelaza odbywający się na tzw. piecowisku w zrekonstruowanych piecach. Wytopowi towarzyszą komentarze wygłaszane przez członków Rady Naukowej TPGHiPS – wybitnych znawców – prof. dr. hab. Kazimierza Bielenina z Krakowa, dr inż. Elżbietę Nosek z Krakowa i mgr. Szymona Orzechowskiego z Kielc.

Każdy wytop zakończony jest rozbiciem pieca i prezentowaniem publiczności jego finalnego efektu. Poza tą istotną funkcją dydaktyczną „dymarki’ spełniają także rolę wielkiego, dostępnego dla szerokich rzesz turystów festynu.

Od lat promują kulturę ludową Kielecczyzny, poprzez prezentację najlepszych zespołów folklorystycznych – śpiewaczych, obrzędowych i kapel. Na dwóch estradach usytuowanych na skraju Parku Narodowego występują zespoły ludowe i estradowe, kabarety, formacje taneczne.

„Dymarki” są okazją do pokazania i przypomnienia zanikających rzemiosł, ginących zawodów. Do Nowej Słupi przyjeżdżają, co roku ceramicy, garncarze, kowale, tkaczki, wycinankarki, rzeźbiarze i malarze.Wystawy i kiermasze sztuki ludowej regionu świętokrzyskiego są stałym elementem programu imprezy.

Dymarki Świętokrzyskie są także okazją do czynnego wypoczynku. Towarzyszą im rajdy turystyczne, zawody i gry sportowe. Organizatorzy co roku starają się wprowadzić do programu imprezy nowe, ciekawe elementy. W minionych latach były to wystawy przemysłu Kielecczyzny, aukcje staroci, kiermasze książek, wystawy plastyczne, turnieje i konkursy krajoznawcze etc.

Po przeszło trzydziestu latach „dymarki” cieszą się nadal dużym powodzeniem. Odwiedza je zwykle kilkanaście tysięcy turystów z całej Polski i spoza jej granic. W świadomości społeczeństwa funkcjonują jako impreza związana ściśle z regionem świętokrzyskim. To dzięki „dymarkom” Nowa Słupia, jedna z wielu mało znanych osad, stała się dziś miejscowością wymienianą w folderach, podręcznikach związanych z turystykom, eksponowana jest na Targach Turystycznych i w publikacjach poświęconych starożytnemu hutnictwu.

Tradycja organizacji „dymarek” weszła na stałe do kalendarza ogólnopolskich imprez. Wszystko wskazuje na to, że będą się one odbywać jeszcze przez wiele lat.

W 1997 r. Dymarki Świętokrzyskie organizuje Towarzystwo Przyjaciół Górnictwa, Hutnictwa i Przemysłu Staropolskiego w Kielcach oraz Urząd Gminy w Nowej Słupi.