Dymarki na łamach prasy w 1969 roku

„Słowo Ludu” 15 września 1969 r.
Ponad 60 tys. turystów w drugim dniu „Dymarek 69”

Wczoraj, w drugim dniu, tradycyjnych „Dymarek 69” centralny region Gór Świętokrzyskich” przeżywal dosłowny najazd turystów. Nowa Słupia, gdzie odbywa się impreza, gościła do godzin popołudniowych, wg nieoficjalnych przecież obliczeń, ponad 60 tysięcy gości z całego kraju. Wśród turystów obecny był wiceprezes NK ZSL Józef Ozga – Michalski.

Jak już informowaliśmy, tegoroczne „Dymarki” przebiegają pod znakiem dobrego rozplanowania przestrzennego, prawie doskonałej organizacji ruchu drogowego, pracy gastronomii, która uruchomiła 10 stałych, pomysłowo zorganizowanych, dobrze zaopatrzonych punktów zbiorowego żywienia; handel oferował wszystko, od zeszytów stukartkowych po kabanosy.

Nie brakowało lodów, wyrobów mleczarskich. W kiermaszu twórczości artystycznej wzięło udział ponad 50 twórców ludowych prezentujących w olbrzymiej większości wyroby na naprawdę dobrym poziomie artystycznym. Rzecz jasna charakter imprezy nie wykluczał „odpustowych” wystawek, ale były one naprawdę zjawiskiem marginalnym.

Dziś nieco szerzej na temat bardzo ciekawej i arcypożytecznej wystawy osiągnięć przemysłu metalowego Kielecczyzny. Pierwszą zaletą jest jej terytorialne umieszczenie. Nareszcie ekspozycja doczekała się (co postulowaliśmy w roku ubiegłym) osobnego miejsca, przejrzystego rozlokowania, a informacja w postaci plansz, wykresów, mówiących o dotychczasowej pracy i zamierzeniach zakładów wystawiających, z dokładnym opisem walorów technicznych i użytkowych eksponatów, była naprawdę dobra.

Warto tu szczególnie podkreślić elementy obrazujące poczynania zakładów w realizacji uchwał II plenum KC. Jeśli chodzi o szczegóły, to pokazano w szerokim przekroju wszystkie wyroby będące chlubą kieleckich metalowców; od zastaw stołowych „Gerlacha” przez narzędzia i maszyny do szycia „Waltera”, krosna, maszyny rolnicze i rowery z ZM w Skarżysku, części do maszyn budowlanych z nowej fabryki w Końskich, cały zestaw urządzeń produkcyjnych przez odlewnię „Kamienna”, aparaturę chemiczną: „Armatur”, białogońskie pompy, po pralki, motocykle, wytłoczki i autocysterny na podwoziach nowych „jelczów” z SHL.

Specjalne stoisko „stara”, gdzie zaprezentowano podstawowe typy produkowanych w Starachowicach samochodów ciężarowych, łącznie z pochodnymi. Supernowość – „star 200” z silnikiem wysokoprężnym o mocy 150 KM, nośności 6 ton, samochód będzie już wkrótce głównym typem produkowanym przez zakłady.

Całość bardzo obrazowa szkoda, że tylko cztery dni, że mimo wszystko w całości imprezy nie mogła z naturalnych przyczyn być czołowym elementem ekspozycji. Rzecz na pewno do odrobienia. Dla ZO ZZ Metalowców duże brawa za organizację, dyrekcjom fabryk za współpracę, za pełną ekspresji oprawę propagandową.

Rezerwujemy sobie prawo do oceny całości, z tej chociażby racji, że po minięciu kulminacyjnego punktu, jakim niewątpliwie były dwa minione dni, impreza trwa nadal. Zaobserwowano także kilka mankamentów natury od organizatorów niezależnej, jak chociażby styl bycia pewnej części tzw. młodocianych „turystów”, brak wody, po którą trzeba było jeździć aż do Bielin, przerwy w dostawie prądu, przy polowym charakterze urządzeń gastronomicznych, w których chłodzenie grało rolę podstawową itp. Wprowadzało to wiele zdenerwowania wśród organizatorów.

Mamy tu na myśli ofiarnych działaczy PTTK, pracowników handlu, gastronomii, organów MO i wojska, jak zwykle nie szczędzących ani siły ani czasu. Wielkie im za to w imieniu tysięcy prawdziwych turystów podziękowanie. Nie mniejsze dla zespołów uczestniczących w występach artystycznych, trwających bez przerwy, w różnych punktach Nowej Słupi.
(wg)


MAGAZYN „Słowa Ludu” 13 września 1969 r.

Znów płoną dymarki…
Od początków naszej ery, a może i jeszcze wcześniej, niosły się w ciągu stuleci w promieniu wielu mil od Łysej Góry, po zboczach i wzniesieniach, nie przemijające dymy. Mogło to wyglądać na jakoweś nieczyste sprawki, bo bożkowie pogańscy gęsto gnieździli się wówczas w okolicy.

W swą zaś i pomroce uwijały się okryte skórami postacie, diabłem wszystko zagasło, ziemia ostygła i schowała tajemnicę, aby je wydać dopiero w następnych wiekach. Odkrywać mianowicie zaczęła przemieszane z nią żużle. Natykali się na nie co krok orający pola chłopi i srodze narzekali, że utrudniają uprawę.

Wybierali całe jego kloce i układali na miedzach, wysypywali na drogi, czasem użyli jako podwaliny pod budowaną stodołę czy stajnię. Aż wzięli żużel do ręki naukowcy. Okazało się wtedy, że jest to historyczne znalezisko. Żużel poświadczył, iż krzątanina wśród dymów przed dwoma tysiącami lat była nie czym innym jak ówczesnym prymitywnym hutnictwem żelaza świętokrzyskiego hutnictwa dzisiejszym ludziom nawykłym do giętkiej stali wytapianej we wspaniałych martenach.

Od dymarek wszystko to swój rodowód wiedzie. Jednak wabić będą przede wszystkim tańce, zakąski i jarmarki urządzone dla powszechnej uciechy, inni przstaną tam, gdzie dla nauki społeczeństwa rozpalone zostaną starożytne piecyki, a rozbite po 24 godzinach podtrzymywania w nich ognia – ukażą płynne żelazo. Dla tego właśnie widowiska chcieliby gęsto do nas zjeżdżać nawet zagraniczni goście.

Była Ziemia Świętokrzyska w pierwszych wiekach naszej ery już tak wielkim ośrodkiem produkcji hutniczej, że można mówić, iż stanowiła unikat w Europie. Na zboczach – głównie północnych – pasma Gór Jeleniowskich i wschodniej połowy pasma Łysogórskiego, Łysogórskiego na północ sięgając aż po rzekę Kamienną, dymiły setki tysięcy ziemnych piecyków, ułożone w przemyślane ciągi.

Był to też ośrodek bardzo sprawnie zorganizowany hutników poprzedzał kończyła robota kurników. Ślady mówią, że choć piecyki były nieduże, a każdy służył tylko do jednego wytopu, który dawał w ciągu doby 14 kg żelaza o handlowej wartości z 200 kg rudy, żelaza topiono tyle, że mieszkańcy nie byli go w stanie zużyć wyłącznie dla własnych potrzeb.

Handlowano więc nim nawet z odległymi krajami. W ziemi obok żużla odkopano bowiem rzymskie monety – denary Wespazjana i Trajana.

O żużlu znajdowanym w obfitości na Ziemi Świętokrzyskiej napisał po raz pierwszy Stanisław Staszic w swoim „ Ziemiorództwie Karatów, gór i innych ziem i równin Polski” w 1815 roku, ale minęło od tej daty ponad sto lat, zanim zwrócił on na siebie uwagę naukowców. Byli nimi uczeni krakowscy, stał na nich czele profesor Mieczysław Radwan., który już dziś nie żyje.

Ponieważ odkryto, iż wskutek niedoskonałości wytopu starożytni hutnicy pozostawili po tym żużlu do 50 proc. zawartości żelaza Przez kilkanaście lat między wojnami, obmyślano do niego przede wszystkim praktyczne zastosowanie, wywożąc go z pół dla powtórnego spożytkowania w hutach, nie tylko kieleckich, ale i śląskich. Dokładnych badań archeologicznych doczekał się dopiero w naszych czasach.

Badania rozpoczęte przez prof. Radwana poprowadzili dalej pracownicy Polskiej Akademii Nauk i Muzeum Archeologicznego w Krakowie. Znakomitym znawcą wszelkich osobliwości starodawnego hutnictwa świętokrzyskiego, które poprzedzało rozwój hutnictwa średniowiecznego i przysporzyło naszemu rejonowi niezwykłej chwały, jest dziś dr Kazimierz Bielenin i on to będzie dawać ciekawym tę niezwykłą lekcję historii u stóp odwiecznej puszczy.

Osiem piecyków, które kolejno będą się rozpalać i wygasać na oczach świadków jest tylko rekonstrukcją prawdziwych, ale sposób wytopu będzie w nich wiernie powtórzony. Fragmenty prawdziwych pieców naszej starożytności, te które znaleziono na skraju Nowej Słupi przy drodze na Święty Krzyż.


„Słowo Ludu” 13 września 1969

DYMARKI `69
Dziś początek wielkiej imprezy

Dziś rozpoczynają się w Nowej Słupi III Świętokrzyskie Dymarki – wielka impreza naszego regionu, która zapowiadaliśmy szczegółowo w naszej gazecie. Potrwa ona – przypominamy – cztery dni, a wiec każdy chętny będzie mógł się na nią wybrać. Dokładny program, rozlokowanie poszczególnych imprez na terenie, warunki zaopatrzenia, jak również organizację dojazdu do Nowej Słupi podaliśmy już naszym Czytelnikom. Obecnie wszyscy będą mogli sprawdzić, jak wypadną starania organizatorów.

Wśród tych ostatnich nie wymieniliśmy jeszcze Wydziału Kultury Prezydium PRN w Kielcach, który wziął na siebie ogromny trud zorganizowania połączonych z „Dymarkami” Dni Folkloru Świętokrzyskiego. Dzięki niemu będziemy oglądać oryginalne widowisko „Narodziny regionu”, występy zespołów amatorskich z powiatu kieleckiego i ciekawe konkursy (również dla publiczności) na estradach.

Na pogodę organizatorzy „dymarek” nie mieli wpływu, miejmy jednak nadzieję, że nie popsuje nam ona planowanej zabawy.
(te)


„Słowo Ludu” 8 września 1969 r.
DYMARKI 69

  • Wszyscy chcą nas oglądać
  • Dekoracje w ręku plastyków
  • Coś z pamiątek
  • Będą ustronne budki…

Po dwóch konferencjach prasowych poświęconych III Świętokrzyskim Dymarkom – warszawskiej i katowickiej w ubiegłym tygodniu – można powiedzieć, że opinia publiczna kraju i nie tylko kraju, reprezentowana przez dziennikarzy, jest ogromnie zainteresowana tym co się dzieje w Nowej Słupi.

Usłyszeliśmy energiczne postulaty, aby „Dymarki” wprowadzić do kalendarza imprez krajowych, a nawet międzynarodowych, co oczywiście pociągnęłoby za sobą trwałe zagospodarowanie terenu imprezy i korzystnie ustabilizowało podejmowane co roku wokół niej przygotowania. Naprawdę duże zainteresowanie okazali przedstawiciele biur turystycznych Europy wschodniej i zachodniej (ZSRR, Francji, Niemiec), Niemiec także przedstawiciele amerykańskich biur podróży.

Ci ostatni chcieliby, aby „Orbis” traktował Świętokrzyskie Dymarki jako propozycje dla zagranicznej Polonii, a także dla innych obywateli USA i Kanady, ponieważ oceniają ją jako jedyną tego rodzaju na świecie.

Wszyscy oni zgłosili też od razu gotowość sprowadzenia na tegoroczne „Dymarki” wielu grup zagranicznych gości, z czego jednak organizatorzy musieli zrezygnować, nie czując się jeszcze na siłach sprostać temu zadaniu. Odwiedzą wiec w tym roku Nową Słupię prawdopodobnie tylko indywidualni turyści z zagranicy, natomiast obecnym przedstawicielom zainteresowanych agencji udzielano prawa filmowania wszystkiego, co się tam będzie działo.

Aby zaspokoić zapotrzebowanie zwiedzających „Dymarki” na pamiątki dopuszczono do udziału w nich w ramach handlowego kiermaszu – obok artystów ludowych również naszych rzemieślników z ich własnymi wyrobami, które w jakiś sposób nawiązują do tematyki imprezy i regionu. Będzie wiec to jeszcze w tym roku pewna improwizacja, trudno też w takich warunkach mówić o dobrym poziomie tych wyrobów ale słyszymy, że już na przyszły rok organizatorzy „Dymarek” wcześniej przygotują zestaw pamiątek zaprojektowanych pod artystyczną kontrolą.

Warto wiedzieć, w czyich rękach spoczywa oprawa plastyczna imprezy. Plakat „Dymarek” oraz karty uczestnictwa opracował art. mal. Zbigniew Kurkowski, dekoracje w całej Słupi SA udziałem Jana Łęskiego, inne prace wykonuje zaangażowany przez Komitet Organizacyjny zespół absolwentek Liceum Technik Plastycznych w Kielcach. Oprawę wystawy przemysłowej dają plastycy Zw. Zaw. Metalowców i zakładów biorących udział.

Uwaga, informacja porządkowa. W tym roku oddaje się do użytku zwiedzających „Dymarki”, oprócz kilku ubikacji istniejących na terenie samej imprezy, 20 dodatkowych pomieszczeń „00”udostępnionych przez okolicznych mieszkańców. Nie wątpimy, że będą one utrzymane w permanentnej czystości. Prowadzić do nich będą drogowskazy i stosowne napisy zachęcające do korzystania…
(te)


„Słowo Ludu” 7.09.1969
DYMARKI 69 <<ŚWIATŁO I DZWIĘK>> w Nowej Słupi

Wieczorne widowisko plenerowe pod lasem, które właściwie można by przyrównać do modnych w świecie imprez „światło i dzwięk”, będzie – jak już zapowiadaliśmy – jedną z najbardziej atrakcyjnych pozycji programu tegorocznych Świętokrzyskich Dymarek.

Trzecie z kolei (każde „Dymarki” miały swoje przedstawienie na świeżym powietrzu), będzie jednak zupełnie inne. Pierwsze w 1967 roku, było – przypomnijmy – impresją starosłowiańską, zeszłoroczne oparto na folklorze naszego regionu, w obecnym sięgnięto do odmiennych tradycji, również bardzo nam bliskich. Ujrzymy mianowicie rzecz o polskim losie żołnierskim w latach II wojny światowej. Twórcami przedstawienia jest (podobnie jak przed dwoma laty) tandem autorsko – reżyserski: Ryszard Smożewski i Jerzy Ukleja (z Katowic).

Choreografię opracował Mikołaj Opaliński (z Krakowa). Od Ryszarda Smożewskiego uzyskaliśmy właśnie trochę dokładniejszych informacji o przedstawieniu i o stanie czynionych do niego przygotowań. Próby zaczynają od poniedziałku, tzn. od jutra, nie ma co ukrywać, że warunki pracy reżyserów i aktorów są trudne, przede wszystkim w sensie technicznym Mimo dobrej woli i pomocy różnych osób i instytucji nie wszystko jest na miejscu, nie wszystko działa tak, jakby należało. Próby będą dbywały w nocy, noce są już zimne, trzeba więc będzie również ordynacyjnie zadaniu sprostać. Ale, oczywiście, artystom nie wolno tracić ani na chwilę entuzjazmu.

Tytuł I części widowiska, zatytułowanej „Puszcza wszystko ludzkie zna i pamięta”, rozgrywanego na brzegu Puszczy Jodłowej, zaczerpnięty został z opiewającego ją utworu Stefana Żeromskiego. Będzie to żołnierski apel wspomnień, podczas którego z oświetlanego reflektorami lasu, przy dźwięku werbli, przy wtórze znanych nam starych i nowych żołnierskich piosenek oraz poetyckich recytacji, wyłaniać się będą przed widzami postaci bohaterów walk i tragedii, jakie przeżywaliśmy w okresie od 1939 do 1945 roku.

Znów więc staną przed nami obrońcy Westerplatte i piechur z pamiętnej bitwy nad Bzurą w 1939 roku, (uczestnicy dramatycznej obrony stolicy, potem żołnierze Hubala, inni partyzanci, których pamiętamy, powstańcy warszawscy z roku 1944, żołnierze spod Monte Cassino i Tobruku, żołnierze I Dywizji Kościuszkowskiej i przedstawicieli tych, którzy nam wówczas pomagali – oficer radziecki.

II część widowiska , zatytułowana „Dziś” została pomyślana jako choreograficzna inscenizacja 4 współczesnych wesołych piosenek wojskowych. Przy feerii świetlnych rac ujrzymy…Nie, no,wszystkiego nie można od razu widzom powiedzieć.Skład występującego zespołu: 25 aktorów teatralnych, 10 artystów spoza teatru, 50 osobowy oddział żołnierzy, 5 jeźdźców ze stadniny w Kurozwękach, oczywiście każdy na koniu, poza tym – lotnicy w samolocie, z którego będą skakać i dokonywać zrzutów.

Autorzy przedstawienia aby nie można było im zarzucić, że uchylają się w którymkolwiek momencie od odpowiedzialności za to, co robią, wystąpią również sami przed publicznością – w grupie partyzantów.

Po smutnych doświadczeniach lat ubiegłych nasz rozmówca zwątpił mimo wszystko w jeden szczegół, że uda się w tym roku zapalić o zmroku na wzgórzach dookoła Słupi, jako nastrojową zapowiedz przedstawienia, starosłowiańskie wici. Znów coś zamoknie, coś się nie skoordynuje…” Ale jeśli się uda, to – państwo sobie wyobrażają?!
(te)